Decyzję o karmieniu mlekiem modyfikowanym podjęliśmy z mężem po około 2 tygodniach od powrotu ze szpitala. Mam płaskie brodawki i już w szpitalu położne powiedziały mi, że będę mieć problemy z karmieniem. Ale ja chciałam... chciałam karmić synka piersią tak jak chciałam rodzić siłami natury. I tu znów los pokrzyżował moje plany. Karmiłam syna często, praktycznie nie odstawiałam go od piersi. Karmiłam z nakładkami i bez nakładek. Brodawki miałam obolałe i poranione, a Ignaś był ciągle głodny. Zasypiał na parę chwil i budził się z płaczem. Odciąganie pokarmu laktatorem również nie pomogło. Byłam wykończona. Po pewnym czasie zaczęłam go dokarmiać butelką. Igi robił się spokojniejszy (jakby bardziej najedzony) i dłużej też spał. Zdecydowaliśmy się na całkowite przejście na mleko modyfikowane. Wybraliśmy Bebilon 1 - pediatra powiedział nam, że to najlepsze z dostępnych na rynku. Dzięki wyborze tego mleka mogliśmy również zrezygnować z podawania Ignasiowi wit. K i wit. D - obydwie są w nim zawarte i to w 100% dawce.
Butelki wybraliśmy firmy Tommee Tippee. Są drogie, ale bardzo dobre. Smoczki mają kształt kobiecej piersi, dzięki czemu maluszek ładnie ssie. Są anty-kolkowe - Ignaś ma już 5 miesięcy i na palcach jednej ręki mogę wyliczyć dni w których miał kolkę. Myślę, że warto wydać troszkę więcej, ale mieć pewność co do produktu. Ale to Wasz wybór... W każdym razie - proszę nie kupujcie tych najtańszych. Poszukajcie w sieci informacji o producentach butelek i opinii o nich. Acha... jeszcze jedno do butelek konieczny jest sterylizator. Ja kupiłam używany - właśnie firmy Tommee Tippee. Sterylizator jest mikrofalowy. Wlewam do niego wodę, wkładam butelki i smoczki, wstawiam do mikrofali na max. 8 minut i wszystko jest już sterylne. Przydaje się również podgrzewać - bardzo zaoszczędza czas - 2, 3 minuty i mleko jest już ciepłe a maluszek nie musi czekać (w tym czasie można zmienić pieluszkę).
Na początku byłam bardzo speszona tym, że nie jestem prawdziwą matką i że nie karmię dziecka piersią. Mówili mi, że "przecież to takie nienaturalne", że "robię dziecku krzywdę". Nieprawda... i teraz wiem to doskonale. To ja jestem jego mamą i to ja doskonale wiem co będzie dla niego lepsze.
Już się nie boję karmić synka w miejscu publicznym butelką. Zawsze mam ze sobą ciepłą wodę w butli (w termosie) i pojemniczek z odmierzoną ilością proszku. Ludzie się patrzą... ale już się tym nie martwię. To moje dziecko i kocham je nad życie bez względu na to czy karmię go piersią czy butelką.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz