czwartek, 13 grudnia 2012

Cesarka

Pamiętam, że wiadomość o konieczności wykonania cesarskiego cięcia była dla mnie szokiem. Pytałam: Jak to? Przecież chciałam rodzić naturalnie! Niestety syn zdecydował za mnie - był ułożony miednicowo.
Poród siłami natury przy takim ułożeniu dziecka jest jak najbardziej możliwy (moja mama tak rodziła), ale jest dość niebezpieczny dla dziecka i dlatego w przypadku kobiet rodzących po raz pierwszy wskazaniem do porodu jest CC. 
Pamiętam, że długo prosiłam Ignasia, żeby jednak się przekręcił do właściwej pozycji. W międzyczasie zaczęłam czytać o CC. Byłam bardzo przeciwna operacji - dłuższa rekonwalescencja, możliwy brak pokarmu. Czytałam i czytałam. Po całych tonach artykułów, wypowiedzi na forach i rozmów ze znajomymi pogodziłam się z cesarką. I teraz mogę powiedzieć, że nie żałuję. Zabieg został zaplanowany na konkretny dzień, przeprowadził go mój lekarz - lekarz, który prowadził całą moją ciążę i któremu ufam. 
Faktem jest, że trochę dłużej wracałam do "normalnego życia", ale jest też sporo plusów :) mąż był z nami zaraz po porodzie i praktycznie nam (mnie i Ignasiowi) usługiwał. Zabraniał mi nosić ciężkich rzeczy, pomagał kąpać (w szpitalu) i oczywiście znosił wózek gdy szliśmy na spacer. Gdy już doszłam do siebie to to wszystko się skończyło, ale i tak jestem mu bardzo wdzięczna za pomoc.

Także, kochani nie bójcie się cesarki :) mam nadzieję, że następnym razem też tak będę rodzić :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz